Strony

środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 21

   Nie pamiętam bym kiedykolwiek obudziła się w tak błogim stanie. Nigdy nie otaczał mnie taki spokój. Nie sądziłam, że obecność kogoś bliskiego może tak wpłynąć na moją osobę. A jednak. Mając przy sobie siatkarza, nie potrzebowałam niczego więcej. Prawdę mówiąc nie śmiałabym marzyć o czymś innym. Wystarczyła mi sama bliskość, która kiedyś przeze mnie tak unikana, stała się nieodłącznym elementem mojej codzienności. Szalpuk jako pierwszy stanął po mojej stronie, nie chciał mnie zmieniać, poznał mnie i pokochał. Może i dla niego to było naturalne, ale dla mnie to było coś niespotykanego.
Tamtego wieczora jeszcze długo rozmawialiśmy o mojej przeszłości. Nie sądziłam, że jest aż tyle do opowiadania. A jednak przez lata dusiłam w sobie za dużo wspomnień, których ciężar narastał, zmuszając mnie bym komuś się wyżaliła. Dopiero dzieląc się swoją historią, poczułam niesamowitą ulgę. Jednocześnie nienawiść do rodziców i brata znacznie urosła. Sam przyjmujący nie mógł wyjść z szoku, jak można kogoś tak tłamsić i wymazać z życia rodzinnego.
- Zabieram cię dzisiaj na halę- oświadczył Szalpuk.
- A po co?
- Pouczę cię grać w siatkę- wzruszył ramionami.
- Arturek nie widzę potrzeby- pokręciłam głową.
- Ja widzę!- zaprotestował.- Skra już tutaj nie przyjedzie. Więc spokojnie możesz przyjść na mecz oglądać i podziwiać, a do tego musisz poznać zasady.
- Ale...
- Żadnego ale! Nie będzie dziecko mi rosło w nienawiści do siatkówki od życia płodowego! Halo- podwinął moją koszulkę i delikatnie postukał opuszkami palców o mój brzuch.- Maluchu prawda, że tata ma rację?- spytał kładąc głowę na moim ciele, jakby oczekiwał odpowiedzi. Nagle jak na zawołanie poczułam kopnięcie.- Kopnął mnie w policzek!- krzyknął uszczęśliwiony siatkarz. Nie można było się nie uśmiechać, widząc radość na jego twarzy.
- Może nie będzie trenował siatkówki, a raczej sztuki walki?- spytałam śmiejąc się.
- Może, może! Kto wie! Widzisz nawet nienarodzone dziecko, chce iść na halę!
- Dobrze, pójdę! Tylko już nie krzycz!
- Nie zakazuj mi krzyczeć!
- Chcesz się kłócić o byle co?- spytałam ostrzegawczo.
- A owszem, a owszem!- pokiwał twierdząco głową.
- Że co?!
- Inaczej byłoby za nudno- wzruszył ramionami.
- Jesteś nienormalny. Idę się przebrać.
   Po niecałej godzinie dotarliśmy na halę, która dzięki Bogu, świeciła pustkami. Usiadłam na trybunach, czekając na Szalpuka, który musiał rozłożyć siatkę i przynieść piłki. Rozglądałam się po hali, zadając sobie samej pytanie, jak właściwie się w niej czuje. O dziwo nie towarzyszyły mi negatywne emocje. Raczej ich wspomnienia, z czasów, kiedy zmuszali mnie do przyjścia na mecz. Pamiętam, że patrzyłam wtedy wszędzie tylko nie na boisko, a w połowie pierwszego seta, zawsze opuszczałam swoje miejsca i szłam usiąść pod ścianą na mniej zaludnionym korytarzu, czy też poczekać pod halą. Chciałam poznać tę dyscyplinę ze względu na mojego siatkarza. Siatkówka była dla niego ważna. Nie mogłam już jej tak olewać. Pierwsze cierpliwie tłumaczył mi zasady, a następnie stwierdził, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebym spróbowała poserwować. O ile z zasadami nie miałam problemu tak uderzenie piłki wydawało się niemożliwe.
- To jest proste- przekonywał mnie.- Podrzuć i uderz- polecił. Może i w teorii to był banał, ale w czasie wykonywania pierwszych prób w ogóle nie trafiałam w piłkę. Potem udawało się wycelować, ale nie było mowy, żebym przebiła ją nad siatką
- Przecież to jest niemożliwe do zrobienia!- poskarżyłam się i tupnęłam nogą jak małe i obrażone dziecko. - Nie śmiej się ze mnie!- warknęłam, widząc jaki ma za mnie ubaw.
- Pomogę ci- powiedział i z uśmiechem podszedł do mnie. Stanął za moimi plecami, chwytając mnie w pasie.-  Wysuń jedną nogę do przodu- zaczął tłumaczyć mi na ucho i poszło w las moje skupienie. Nie mogłam się kompletnie skupić na tym co mówi. Przechyliłam głowę i pocałowałam go w policzek, przerywając jego monolog.- Czy ty w ogóle mnie słuchałaś?- próbował nie opieprzyć, ale mimowolnie się uśmiechał.
- Przecież wiesz, że nie- powiedziałam ponownie całując go, tym razem w kącik ust. Nie zamierzałam zaprzestać swoich czynności. Następny pocałunek był dłuższy od poprzednich. Siatkarzowi nie było więcej trzeba. Objął mnie w pasie i wpił się gwałtownie w moje usta. Przerażające a zarazem fascynujące było to jak na mnie działał.
- Jedziemy do domu?- spytał, odrywając się ode mnie po dłuższym czasie. Zaśmiałam się i pokiwałam głową. Facet pozostanie w głębi duszy zawsze tym samym facetem.

   Nasza sielanka mogłaby trwać i trwać, ale świat po prostu kochał rzucać mi kłody pod nogi. Całe szczęście, które budowaliśmy, stanęło pod znakiem zapytania. Niby nic wielkiego. Dzwonek do drzwi. Jako, że Szalpuk robił kolację poszłam otworzyć.
- Tak?- spytałam kobiety, która patrzyła na mnie jak na ducha.- W czymś mogę pomóc?
- Przepraszam, a pani to kim jest?
- Słucham?- zdziwiłam się. Siatkarz nieco zaniepokojony przyszedł sprawdzić co się dzieje.
- Mamo, co ty tu robisz?- zdziwił się.
- Może mi wytłumaczysz lepiej kim jest ta pani?
Chciałabym umieć mdleć na zawołanie...
***
Przepraszam za spóźnienie, ale niedawno wróciłam z pracy i nie wyrobiłam się. Pierwszy dzień, stres i te rzeczy...
Jednak liczę, że widzimy się w sobotę :) <3
Rozdział dla Darioszki :D Brakowało ci elementów zainteresowania dzieckiem więc mam nadzieję, że dzisiaj choć w części jesteś usatysfakcjonowana :)
Przepraszam też za stan rozdziału, ale jestem tak wypompowana, że nie potrafię nawet tego sprawdzić :(

10 komentarzy:

  1. Cześć słodziaki ♡♡♡
    podobała mi się ta sielanka na początku rozdziału. Jak Artur mówił do maluszka i tak dalej ♡
    Oczywiście! Mamusia przyjechała, szczerze myślałam, że to mama Tośki na poczatku 🙈 coś czuję, że i tak niedługo zawita do Radomia. Wtedy będzie konfrontacja! Michał przecież tak tej sprawy nie zostawi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak jest mamuśka są i kłopoty :D
    Oby tu ich nie było ^^
    Genialny rozdział *.*
    Arczi jest taki słodki :3
    Pozdrawiam i weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko bosko z córkami i aniolkami i synami :D mało z łóżka nie spladlam przy twoich slowach. Pewnie, że jestem zadowolona jak by tu nie być w końcu tatuś zauważył maleństwo:D Rozdział jest świetny jak zawsze z reszta. Ach mamusia teściowa kochana przyjechała zapewne będę kłopoty albo kobieta oszaleje na wieść o wnuku (a może to będzie dziewczynka już moja wyobrazia widzi Arturka z małą sladka dziewczynką....) Rozmarzylam się... Za dużo siatkówki i za dużo dzieci :D Jest mi bardzo miło i bardzo dziękuję :) To teraz czekam na nastepny. Niech kochana mamusia teściowa zbytnio nie namiesza bo Tosi przydał by się już spokoj. Bo pewnie tak jak aguśka napisała jej kochana mamusia też się zjawi i tatuś pewnie też. Więc lepiej żeby dziewczyna miała kolejną bliską osobę, która ją pokocha tak jak Artur :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za to na dole :) mój telefon oszalał

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaa, jaram się! Cudne, wspaniałe i w ogóle. Artur w roli ojca, czy tam przyszłego ojca, cudo. I miłość między nimi i nawet teściowa, a co tam.
    I nasi panowie, i Rio, i wszystko inne.
    Bez ładu i składu, ale wybacz emocje biorą dzisiaj górę. Jasne, że się widzimy :)
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to będzie się działo :D
    Rozdział cudowny, Artur rozkochuje mnie w sobie coraz bardziej, jest bajecznie <3 Ale teraz pewnie będzie mniej kolorowo... Czekam jeszcze na moment, w którym matka będzie chciała znaleźć synowi inną synową - stały punkt programu w takich sytuacjach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czemu chce mi się tak strasznie śmiać po tej końcówce? xD
    świetny, czekam na sobotni ^^
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Tośka nie przebije przez siatkę! HAHAHA no ale co się dziwić babie w ciąży? Teściowa wkracza do akcji, może się dziać. Ja już nie jako "anonim/Paula^^" W końcu mam trochę więcej czasu, więc zaczęłam pisać :) Powodzenia w pracy i wg. wszystkiego dobrego. Czekam na kolejny. Buziaki :*


    PS: Tak przy okazji zapraszam do mnie na Olę i Bartka! :-)

    OdpowiedzUsuń